Asset Publisher Asset Publisher

Duchy dawnego folwarku

W gęstwinie leśnej na pograniczu dzisiejszych gmin Góra i Jemielno, tam gdzie szelest liści zlewa się z szumem rzeczki Tynicy, ukryta jest jedna z najbardziej poruszających tajemnic ziemi górowskiej. To tutaj znajdowała się niegdyś osada Nowe Wierzawice (niem. Neu Wiersewitz) – miejsce, które z tętniącego życiem, nowoczesnego majątku ziemskiego w ciągu zaledwie kilkunastu godzin zamieniło się w leśne cmentarzysko i zniknęło z map na zawsze

Dziś po dawnej świetności i wojennej pożodze pozostało niewiele. Jednak rok 2026 przynosi nowy rozdział w historii tego zapomnianego miejsca, przywracając pamięć o jego dawnych mieszkańcach i unikalnym, przyrodniczym dziedzictwie.

Od magnatów do wrocławskiego kupca: Kto władał majątkiem?

Choć Nowe Wierzawice pod koniec swojej historii były samodzielnymi dobrami rycerskimi (Rittergut), ich początki były skromniejsze. W XVIII i na początku XIX wieku obszar ten funkcjonował jako jeden z trzech folwarków przynależnych do rozległych dóbr w Wierzowicach Małych. W dokumentach z 1787 roku jako właściciel całości widnieje kapitan von Kessel, a w pierwszej połowie XIX wieku wieś i jej przysiółki należały m.in. do barona von Löen oraz rodziny Mandel.

Pełną niezależność majątek uzyskał w drugiej połowie XIX wieku. Od tego momentu w księgach adresowych zaczynają pojawiać się kolejni, prywatni właściciele Nowych Wierzawic:

  • 872: rotmistrz w stanie spoczynku Louis Heinze,

  • ok. 1876–1886: porucznik May (majątek liczył wówczas 208 hektarów),

  • 1894–1898: C. W. Mehnert,

  • 1902: Curt Hanko,

  • 1909–1912: Harald hrabia von Saurma-Jeltsch z Daszowa (warto dodać, że rodzina von Saurma była jednym z najbardziej wpływowych rodów na tym terenie),

  • 1921: Wolfgang Guradze z Wrocławia,

  • 1926: porucznik Theodor von Kessel.

Ostatni, najbardziej stabilny rozdział przedwojennych Nowych Wierzawic rozpoczął się w 1928 roku, kiedy to majątek zakupił wrocławski kupiec i rolnik, Richard Cichon. Na miejscu gospodarował jego pełnomocnik, dyplomowany agronom dr Max W. Cichon.

Z zachowanych śląskich ksiąg adresowych z 1937 roku wyłania się obraz doskonale prosperującego majątku o powierzchni 209 hektarów. Cichonowie prowadzili tam nowoczesne, zrównoważone gospodarstwo: uprawiano głównie żyto i ziemniaki, prowadzono intensywną gospodarkę pastwiskową oraz zaawansowaną hodowlę czarnego bydła nizinnego i niemieckiej świni szlachetnej. Sercem folwarku był podpiwniczony dom właściciela (określany czasem jako dwór), przed którego wejściem głównym lśniło lustro ozdobnego stawu. Do majątku należał także niewielki park, ogrody oraz bogaty w owoce sad.

Niestety, ze względu na niewielkie rozmiary majątku oraz jego całkowite unicestwienie w 1945 roku, w publicznych archiwach ikonograficznych nie zachowały się zdjęcia fotograficzne przedstawiające bryłę samego dworu – jedynym śladem jego istnienia są zarysy budynków na przedwojennych mapach topograficznych oraz wspomnienia niemieckich mieszkańców.

Pancerny kataklizm: 31 stycznia 1945 roku

Koniec Nowych Wierzawic nadszedł wraz z zimową ofensywą Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku. Pod koniec miesiąca wojska niemieckie podjęły desperacką próbę kontrataku, chcąc osłonić przeprawy przez Odrę. 28 stycznia Korpus Pancerny „Grossdeutschland” dowodzony przez gen. von Sauckena odbił na chwilę pobliską Górę, a dywizja „Hermann Göring” sąsiednie Osetno. W tym samym czasie, z lewego skrzydła niemieckiego zgrupowania uderzeniowego, w rejon Ryczenia i Wierzowic Małych nad Baryczą wyszła elitarna dywizja grenadierów pancernych „Brandenburg”, na czele z batalionem kpt. Eckarta Afheldta.

Sowieccy generałowie – Dmitrij Leluszenko i Wasilij Gordow – natychmiast rzucili w ten rejon 21. i 25. Korpus Pancerny. 31 stycznia 1945 roku śródleśne przestrzenie między Ryczeniem, Dębową Karczmą, Przemyślanami (Heidedorf), Gąsiorem (Gansahr) i Nowymi Wierzawicami zamieniły się w piekło bitwy.

Niemcy, posuwając się od Ryczenia, natknęli się na silny opór. Rosjanie po początkowym starciu wycofali się w rejon Przemyślan, gdzie zorganizowali twardą linię obrony opartą na 10 czołgach T-34 i baterii dział samobieżnych SU-76. Szalę zwycięstwa na korzyść Niemców przeważyło dopiero sprowadzenie potężnych, ciężkich dział samobieżnych systemu Ferdinand (Elefant), zbudowanych na podwoziu czołgu Tiger. Ich potężne pancerze i 88-milimetrowe armaty rozbiły radziecką obronę. Sowiecka piechota i ocalałe czołgi wycofały się, pozostawiając pole bitwy usłane płonącymi wrakami i ciałami poległych żołnierzy.

Triumf okazał się jednak krótkotrwały. Kilkanaście godzin później ruszyła zmasowana radziecka kontrofensywa, która zmusiła Niemców do ostatecznego odwrotu ku Odrze. Huk dział ustał, ale bilans walk był przerażający. Nowe Wierzawice i sąsiedni Gąsior przestały istnieć – po obu wsiach pozostały jedynie zgliszcza.

Ślady w ziemi i pamięci

Poległych w bitwie żołnierzy radzieckich pochowano początkowo w przypałacowym parku w pobliskim Ryczeniu, skąd po latach zostali ekshumowani i przeniesieni na cmentarz Armii Radzieckiej w Górze. Żołnierzy niemieckich grzebano naprędce i bezimiennie, zmuszając do tego pozostałą na miejscu ludność cywilną. Choć część ciał po wojnie przeniesiono na cmentarz wojenny we Wrocławiu, okoliczne lasy wciąż co jakiś czas odkrywają zapomniane mogiły.

Do dzisiaj pasjonaci historii potrafią odnaleźć w terenie głębokie bruzdy dawnych rowów przeciwczołgowych, a leśne dukty gdzieniegdzie skrywają betonowe elementy barier i zapór.

W latach 70. XX wieku dawne pola, łąki i ogrody należące do majątku Cichonów zostały przejęte przez nadleśnictwo. Dzisiaj szumi tam piękny, sosnowy las. Przetrwały jedynie nikłe, zarośnięte mchem fundamenty domu mieszkalnego, zasypana piwnica oraz wyschnięty, zarośnięty staw, który kiedyś witał gości zajeżdżających przed dworski ganek.

Rok 2026: Nowe życie starego sadu

Choć budynki obróciły się w ruinę, natura okazała się trwalsza niż ludzkie mury. Ostatnim żywym świadkiem przedwojennych Nowych Wierzawic pozostał dawny, dworski sad. Przez ponad 80 lat, w gęstwinie leśnej, przetrwało kilka potężnych, sędziwych jabłoni, które wciąż rodziły owoce.

W 2026 roku podjęliśmy inicjatywę ocalenia tego historycznego śladu. Cały teren dawnego sadu został oczyszczony z samosiewów, a następnie zabezpieczony ogrodzeniem chroniącym drzewa przed zwierzyną płową. W ramach realizowanego programu odtwarzania cennych elementów środowiska naturalnego i bioróżnorodności, obok historycznych drzew dosadzono 50 nowych jabłoni starych odmian.

Dzięki temu, w miejscu, gdzie w styczniu 1945 roku grzmiały gąsienice czołgów i płonęły ludzkie domy, dziś znów kwitną stare jabłonie. Nowe Wierzawice zyskały swój najpiękniejszy, żywy pomnik pamięci.